Klecenie opasłych tomisk to pracochłonna, zubażająca niedorzeczność – po co wykładać na pięciuset
stronach ideę, której doskonały ustny przekaz mieści się w kilku minutach?
Lepiej udawać, że te książki już istnieją
i tylko je streścić, skomentować.
czwartek, 16 sierpnia 2012
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Karol Jakubski - Rozproszenie
Pisarz Jakubski postanowił nie ułatwiać zadania swoim przyszłym monografistom i rozproszył swe dzieło w sposób niemal idealny. Zaczynał jeszcze w epoce papierowej drukując tu i ówdzie, w pismach i pisemkach, wydając książki na koszt swój i cudzy, drukował ulotki ze swoimi tekstami, wlepiał wlepki i pisał flamastrem w kiblach, windach i autobusach.
Rewolucja cyfrowa stała się również początkiem rewolucji w jego twórczości. Zaczął aktywnie i ochoczo wykorzystywać wszystkie nowe media. Pisał blogi pod wieloma pseudonimami, tworzył strony internetowe poświęcone własnej osobie, udzielał się na dziesiątkach forów, naszej klasie, fejsie, twitterze, pisał anonimowe maile do przypadkowych osób, wysyłał esemesy do losowo wygenerowanych numerów.
Nie zaniedbał atoli działalności analogowej: swoje najważniejsze teksty wpisywał ręcznie do książek w bibliotekach, czytelniach, a nawet księgarniach. Podobno dawał również ogłoszenia drobne do gazet lokalnych w rozmaitych i niespodziewanych sekcjach.
Od czasu do czasu wydawał coś w kilkuset egzemplarzach.
Niełatwo było wydać Dzieła Rozproszone Jakubskiego, nawet, jeśli się wiedziało, że używał on słów kluczowych takich jak "Karolek", "magnetyzm", "karburator", "szwank", "truchło", "refleksja", "gambit" w kombinacjach takich, że co najmniej dwa z nich można było w każdym tekście odnaleźć. Każde wydanie narażało się na zarzut niekompletności wpływającej na obraz i zrozumienie ogółu, bo nie wiadomo, czy któryś z nośników nie został gdzieś nieodkryty.
Rewolucja cyfrowa stała się również początkiem rewolucji w jego twórczości. Zaczął aktywnie i ochoczo wykorzystywać wszystkie nowe media. Pisał blogi pod wieloma pseudonimami, tworzył strony internetowe poświęcone własnej osobie, udzielał się na dziesiątkach forów, naszej klasie, fejsie, twitterze, pisał anonimowe maile do przypadkowych osób, wysyłał esemesy do losowo wygenerowanych numerów.
Nie zaniedbał atoli działalności analogowej: swoje najważniejsze teksty wpisywał ręcznie do książek w bibliotekach, czytelniach, a nawet księgarniach. Podobno dawał również ogłoszenia drobne do gazet lokalnych w rozmaitych i niespodziewanych sekcjach.
Od czasu do czasu wydawał coś w kilkuset egzemplarzach.
Niełatwo było wydać Dzieła Rozproszone Jakubskiego, nawet, jeśli się wiedziało, że używał on słów kluczowych takich jak "Karolek", "magnetyzm", "karburator", "szwank", "truchło", "refleksja", "gambit" w kombinacjach takich, że co najmniej dwa z nich można było w każdym tekście odnaleźć. Każde wydanie narażało się na zarzut niekompletności wpływającej na obraz i zrozumienie ogółu, bo nie wiadomo, czy któryś z nośników nie został gdzieś nieodkryty.
Karol Jakubski - Fabryka snów
Z inicjatywy Rzecznika Praw Dziecka wprowadzono przepis zakazujący rodzicom nagrywania snów swoich dzieci bez względu na wiek. Produkowane w Birmie aparaty do rejestrowania snu niemowląt cieszyły się jednak niezmierną popularnością, a kolejne akcje policji podbijały tylko ich czarnorynkową cenę.
wtorek, 19 czerwca 2012
Karol Jakubski - Bruk
Zdenerwował się i kopnął w sklepową witrynę w rezultacie czego stracił nogę.
Z cyklu Opowiastki
Z cyklu Opowiastki
Karol Jakubski - Fabryka snów
Radykałowie religijni postulowali surowe kary za sny "bezbożne, niemoralne, bluźniercze lub sprośne". Nawet w przypadku, gdy zostały nagrane lub odtwarzane bez zgody właściciela.
Z cyklu Opowiastki
Z cyklu Opowiastki
niedziela, 17 czerwca 2012
Virgilio Díaz Grullón - Zegarek
- Ja mu powiem – powiedział dziadek. Chwycił
swoją laskę i założywszy pożółkły słomkowy kapelusz poszedł szukać chłopca,
który bawił się w kącie werandy.
- Chodź, wnusiu, przejdziemy się.
- Tak wcześnie, dziadziu?
Chłopiec siedząc przy kolejce elektrycznej
patrzył wyczekująco na staruszka.
- Nie tak znowu wcześnie, już po
czwartej.
Chłopiec podniósł się nieco i na
kolanach zaczął ostrożnie rozbierać mosiężne tory.
-Zostaw. Ciocia Irene pozbiera to
później.
Dziadek, schylając się, chwycił chłopca
za rękę i pomógł mu wstać.
-Umyj ręce i uczesz się trochę –
zobaczywszy, że dziecko kieruje się w głąb domu krzyknął – Nie! Nie wchodź tam.
Umyj je w zlewozmywaku…
Chłopiec posłusznie zawrócił i
wszedł do kuchni. Podszedł do zlewu, odkręcił kurek i zmoczył sobie ręce
przygładzając następnie niesforne włosy. Kobieta, która stała za nim,
wyciągnęła ręce, tak jakby chciała mu pomóc, ale żałując swego gestu,
powstrzymała się i stała nieruchomo z dziwnym wyrazem twarzy, obserwując
chłopca do czasu, aż wyszedł z kuchni.
Na werandzie dziadek chodził
niecierpliwie z rękami założonymi na plecach, trzymając z tyłu laskę.
- Już? Dobrze, chodźmy.
Wziął go za rękę i wyszli razem
na ulicę kierunku centrum miasteczka.
-Dlaczego dzisiaj wychodzimy tak
wcześnie, dziadziu?
- Powiedziałem ci, że już po
czwartej – Staruszek wyciągnął z kieszeni błyszczący srebrny zegarek, odczepił
łańcuszek od szlufki i podał go dziecku.
- Masz, ty go będziesz niósł, ale
uważaj, żeby ci nie upadł.
- Mogę go nieść przez cały czas?
– Chłopiec ściskał zegarek obiema rękami i przyglądał się mu zdziwiony.
- Tak, wnusiu, oddasz mi go jak
wrócimy do domu – odpowiedział staruszek kładąc mu ręku na ramieniu.
- A czemu dałeś mi go dziadziu?
-Bo jesteś już mężczyzną… Czas,
żebyś powoli się uczył jak obchodzić się z cennymi przedmiotami.
Chłopiec ponownie zerknął na
zegarek wpatrując się w pospieszny ruch sekundnika.
- A dlaczego tylko złota
wskazówka się rusza, dziadziu?
- Pozostałe też się ruszają,
tylko wolniej.,,
- Nie, nie… Nie ruszają się…
Popatrz… Zbliżył zegarek do twarzy staruszka, ściskając go zazdrośnie rękoma.
- Nie ruszają się, kiedy na nie
patrzysz. Ale jak o nich zapominasz, wykorzystują to i pędzą wtedy, żeby
nadrobić stracony czas.
- Ale nawet jak by pędziły bardzo
szybko, to nigdy nie dogonią złotej wskazówki, prawda dziadziu?
- Nie wnusiu, nigdy jej nie
dogonią…
- A dlaczego jej nie dogonią.?
- Cóż… bo tak naprawdę, to złota
wskazówka, to nie jest wskazówka, tylko promyczek słońca, który tu zamknąłem… A
przecież wiesz, jak szybko pędzi słońce, skoro przemierza całe niebo, w ciągu
jednego tylko dnia…
Chłopiec chłonący każde słowo
dziadka, skinął głową i przez chwile milczał. W końcu znowu na głos zaczął podążać
za swymi myślami.
- A kiedy zamknąłeś ten promyczek,
dziadziu?
- W nocy, jak spał.
- W nocy? A kto ci go dał?
- Przyniósł mi go staruszek z
bieluśką brodą, która sięgała mu aż do pasa.
- A dlaczego staruszek miał
promyczek słońca? Kto mu go dał?
- Nie był jego, był Pana Boga… I
Pan Bóg poprosił go, żeby mi go przyniósł…
-Pan Bóg? – Chłopiec przez chwile
stał zdumiony. – A dlaczego Pan Bóg podarował ci promyczek słońca, dziadziu?
- To nie był prezent: to była
wymiana. Ja też dałem coś mojego Panu Bogu…
- A co mu dałeś?
Dziadek milczał przez chwile, a
potem odpowiedział nie patrząc na chłopca:
- Podarowałem mu dzisiaj coś
bardzo cennego, wnuczku… - A potem, po chwili: – Chodź, usiądziemy sobie tutaj…
Podeszli do murku z kamieni,
który otaczał opuszczony dom i usiedli na nim. Starzec opierając ręce na lasce,
którą trzymał przed sobą pionowo, a chłopiec obok, z zegarkiem w rękach, które oparł
na kolanach i z twarzą wyczekująco zwróconą w stronę dziadka.
Ten wreszcie przemówił:
- To była umowa, pomiędzy Panem
Bogiem i mną, wiesz? On potrzebował kogoś, kogo ja bardzo kochałem, i chciał ją
mieć u siebie na zawsze… A ja powiedziałem Mu, że jest moim panem i panem wszystkiego,
co moje, i że może zabrać ją, kiedy tylko zechce. Wtedy On podziękował mi i
powiedział: „Chciałbym dać ci coś w zamian za to, o co proszę: weź ten
promyczek słońca i zatrzymaj go sobie…”
Dziadek mówił z głową zwieszoną
na piersi, zrobił przerwę i dodał patrząc chłopcu w oczy.
-… taka jest historia promyczka
słońca… Od dzisiaj będziemy go mieć, ty i ja, tylko dla siebie. To będzie nasza
tajemnica i nikomu więcej o tym nie powiemy…
- Nikomu, dziadziu? Ale ja
chciałbym opowiedzieć o tym mamusi…
Dziadek objął chłopca i przytulając go
wyszeptał:
-Nie, wnusiu… Nie będziesz mógł
opowiedzieć tego mamie, bo już jej nie będzie w domu, jak wrócimy…
Chłopiec wstał z murku i
przeszedł kilka kroków, tak jakby potrzebował czasu na to, żeby sens tych słów
dotarł do jego mózgu. Stał przez chwilę nieruchomo, następnie uniósł ręce, w
których trzymał zegarek i przyciskając go mocno do piersi powiedział:
- Możemy już wracać do domu. Prawda,
dziadziu?
Staruszek
podniósł się z trudem i odpowiedział mu, podczas gdy zaczęli iść z powrotem.
-
Tak, idziemy… - A po krótkiej chwili dodał - … a zegarek możesz sobie zatrzymać
na zawsze…
Subskrybuj:
Posty (Atom)